Szósty zmysł

Ile zmysłów ma pełnosprawny człowiek? Pięć, prawda? Wzrok, słuch, węch, smak i dotyk. Pięć. Otóż nie, jest jeszcze jeden, szósty. I wcale nie mam tu na myśli niczego nadnaturalnego. Ten szósty zmysł to propriocepcja, czyli umiejętność wyczucia własnego ciała w przestrzeni. Opowiem ci o tym jak działa i co się dzieje, kiedy nie działa. Czytaj dalej Szósty zmysł

Wyrazić siebie przez protezę

Żyjemy w świecie, w którym wygląd zewnętrzny ma ogromne znaczenie. Oceniamy ludzi po wyglądzie. Przywiązujemy coraz większą wagę do wyglądu, na całym świecie wydaje się miliony dolarów na operacje plastyczne. Wszystko to niezbyt pozytywne.

Ale liznąwszy nieco teorii komunikacji na studiach wiem, że nasz wygląd – styl ubierania się, fryzura i zarost, tatuaże i ozdoby – są też ważnym komunikatem, środkiem wyrażania naszego ja. I ta rola, wydaje mi się, jest bardzo pozytywna. Co więcej, jestem zdania, że należy ją rozwijać. Czytaj dalej Wyrazić siebie przez protezę

Na dwóch biegunach

Ania podeszła do mnie na BLOGTej, spotkaniu poznańskich blogerów. Powiedziała, że czyta mojego bloga, a ja powiedziałem, że bardzo mi miło. I zwykle takie spotkania na tym się kończą, ale Ania miała coś bardzo ważnego do powiedzenia. Dziś wpis gościnny nieco obok tematu, choć bliżej niż mogłoby się wydawać. —Łukasz

Czy choroba może być tożsamością? Po angielsku mówi się np. she’s bipolar i to dość jasno opisuje sprawę — ona taka po prostu jest, ma co jakiś czas nawrót tego czy tamtego, musi brać takie i takie leki. Po polsku bycie dwubiegunową się nie przyjęło, po polsku mam CHAD (chorobę afektywną dwubiegunową) i to postronnemu zupełnie nic nie mówi. Brzmi jak mam AIDS. Jak wyrok. Czytaj dalej Na dwóch biegunach

Naprawianie świata, kawałek po kawałku

Miesiąc temu wybrałem się w podróż służbową do San Francisco, korzystając z lotniska Poznań-Ławica. Poznański port lotniczy nie jest duży, ale ostatnio się rozrósł. Przy okazji modernizacji terminala zmieniono także strefę kontroli bezpieczeństwa… I okazało się, że po tej modernizacji za kontrolą bezpieczeństwa nie ma krzeseł. Czytaj dalej Naprawianie świata, kawałek po kawałku

Opowieść o pewnym burgerze

Od wieków ludzie przekazują sobie prawdy o świecie poprzez historie i opowieści. Są tacy, którzy powiedzą wam, że to najtrwalszy sposób przekazywania wiedzy. Dziś więc, w ostatnich dniach kwietnia, obchodzonego gdzieniegdzie jako miesiąc wiedzy na temat autyzmu, przekazuję w wasze ręce tę historię.
Czytaj dalej Opowieść o pewnym burgerze

Bardziej niż pełnosprawni w pracy

Kampania społeczna „Pełnosprawni w pracy” była świetnym pomysłem i, mimo pewnych potknięć i niedociągnięć, pozostawiła w mojej pamięci dobre wrażenie.

Pokazywała, że osoby niepełnosprawne mogą być równie dobrymi pracownikami, co ich pełnosprawni koledzy i koleżanki. Przypuszczam, że większość osób z tą tezą się zgodzi przy założeniu, że jest to rodzaj pracy, na który niepełnosprawność nie wpływa. Przykładem może być pan Kuba Łoziński, pomocnik w warszawskim przedszkolu, o którym w styczniu pisała Gazeta Wyborcza.

Ja natomiast pójdę o krok dalej i postaram się pokazać, że niepełnosprawni mogą nie tylko być równie dobrzy, ale mogą być wręcz lepsi niż tak zwani „pełnosprawni”. I to nie mimo, ale wręcz dzięki swojej „niepełnosprawności”. Czytaj dalej Bardziej niż pełnosprawni w pracy

Czego oczy nie widzą

Poniższy tekst jest gościnnym wpisem M.N. na moim blogu, pokazuje niepełnosprawność z nieco inngo punktu widzenia niż mój. Mam nadzieję, że się spodoba. Miłej lektury –Łukasz Garczewski

Dyskurs niepełnosprawności w polskiej komunikacji jest mocno ograniczony. Reklama rajstop z Moniką Kuszyńską wzbudziła kontrowersje i chyba nie ma co się dziwić, skoro w przestrzeni publicznej się o niepełnosprawnych nie mówi (reklamy żebracze fundacji pokazujące małe smutne dzieci się nie liczą). Zresztą nie ukrywam, że moim zdaniem głosy zdziwienia czy oburzenia są poniekąd słuszne. Czytaj dalej Czego oczy nie widzą

Do kawalerii wstąpić chciałem

Pochodzę z wojskowej rodziny. Ojciec służył w siłach powietrznych, dziadek w Wojskach Lądowych. Nic więc chyba dziwnego, że od małego chciałem wstąpić do wojska.

Nie pamiętam kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że armia raczej nie weźmie chłopaka z porażeniem mózgowym. Lata później oficjalnie otrzymałem kategorię E – „trwale i całkowicie niezdolny do służby wojskowej w czasie pokoju, ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny”. W skrócie: będziecie musieli poradzić sobie sami.

I w sumie się z tą decyzją zgadzałem… aż do teraz. Czytaj dalej Do kawalerii wstąpić chciałem