Do kawalerii wstąpić chciałem

Pochodzę z wojskowej rodziny. Ojciec służył w siłach powietrznych, dziadek w Wojskach Lądowych. Nic więc chyba dziwnego, że od małego chciałem wstąpić do wojska.

Nie pamiętam kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że armia raczej nie weźmie chłopaka z porażeniem mózgowym. Lata później oficjalnie otrzymałem kategorię E – „trwale i całkowicie niezdolny do służby wojskowej w czasie pokoju, ogłoszenia mobilizacji i w czasie wojny”. W skrócie: będziecie musieli poradzić sobie sami.

I w sumie się z tą decyzją zgadzałem… aż do teraz.

Niedawno trafiłem na wystąpienie kadeta Keitha Nolana na TEDxIslay (poniżej). Kadet Nolan jest głuchy. Nie przeszkadza mu to jednak brać udział w programie ROTC, akademickim programie szkolącym oficerów rezerwy. Jest też jednym z najlepszych kadetów w swojej grupie.

W swoim wystąpieniu Nolan wspomina o tym, że Izrael przyjmuje do wojska osoby głuche, a w armii amerykańskiej na stanowiskach bojowych (sic!) służy 40 niepełnosprawnych żołnierzy.

Postanowiłem sprawdzić czy również w Wojsku Polskim służą osoby niepełnosprawne.

W odpowiedzi na moje pytania pan podpułkownik Tomasz Szulejko, rzecznik Dowództwa Wojsk Lądowych, udzielił wyczerpujących wyjaśnień, z których dowiedziałem się, że obecnie w polskich Wojskach Lądowych służy 20 osób niepełnosprawnych (0 w Marynarce Wojennej i Siłach Powietrznych). U osób tych niepełnosprawność powstała w wyniku pełnienia obowiązków służbowych, często na misjach ONZ lub w ramach działań w Iraku i Afganistanie. Większość tych żołnierzy doznała różnych obrażeń narządów ruchu.

Teraz służą administracji wojskowej i sztabach jednostek wojskowych, czyli w rolach niebojowych, odpowiednich do ich możliwości. Jak pisze pan podpułkownik: W służbie wykorzystywana jest ich wiedza fachowa i doświadczenie bojowe. 80% etatów w armii amerykańskiej ma charakter niebojowy, od administracji przez finanse po obsługę IT i wywiad wojskowy. Przypuszczam, że w Wojsku Polskim jest podobnie.

A teraz pozbierajmy to do kupy. Armia potrzebuje wielu pracowników na stanowiska niebojowe. Armia może oraz potrafi stworzyć warunki pracy dla żołnierzy, którzy stali się niepełnosprawni. Dlaczego w takim razie osoby niepełnosprawne nie mogą stać się żołnierzami?

Nie mam nic przeciwko stawianiu warunków wstępnych. Nie każdy nadaje się do wojska, a przed przyjęciem do dowolnej pracy należy kandydata przetestować. Ale warunki wstępne, które przestają obowiązywać kiedy tylko się je pokona, nie mają najmniejszego sensu.

Obowiązujące zasady przyjmowania do służby zostały stworzone w świecie, w którym o wojnie człowiek dowiadywał się z obwieszczenia na mieście. Ja żyję w świecie, w którym o wojnie dowiaduję się z Twittera. Następne pokolenia będą żyły w świecie, w którym o wygranej w konflikcie będą prawdopodobnie decydować zamknięte w ciemnym pokoju 20-latki zajadające pizzę przed rzędem monitorów.

Może i nie przebiegnę 10 km z karabinem i plecakiem, ale jestem weteranem większej ilości wirtualnych konfliktów niż mogę zliczyć. A poza tym lubię pizzę…

Dobrze chociaż, że minister Siemoniak zdaje sobie sprawę z tej zmiany zasad gry. Zalecałbym pójście za ciosem i zmianę zasad rekrutacji tak, aby Wojsko Polskie mogło skorzystać z pasji i zaangażowania takich osób jak kadet Nolan. Wiem, że znajdą się takie osoby również w naszym kraju.

Wiem, bo kilkanaście lat temu sam byłem taką osobą.

Autor

Łukasz Garczewski

Urodziłem się w 1984 i jestem początkującym człowiekiem Renesansu. Studiowałem filologię angielską i etnolingwistykę. Pracuję jako kierownik zespołu programistów w Wikia, międzynarodowej firmie internetowej. Interesuję się heraldyką, typografią, grami (nie tylko komputerowymi) oraz fantastyką. Od czasu do czasu pisuję haiku. Od urodzenia żyję z porażeniem mózgowym. Ten blog dotyczy właśnie tej części mnie i tematów pokrewnych.

  • drozdo

    Pomysł zacny ale wojsko w Polsce jest tak zbiurokratyzowane, skostniałe i skorumpowane, że szans na jakiekolwiek sensowne rozwiązania nie ma żadnych :-) Pamiętam, że w Szczecinie w jednej jednostce pracowało 8000 urzędników wojskowych na 1000 żołnierzy — biurokracja i marnotrastwo naszych pieniędzy w niewyobrażalnej skali :)

    • Łukasz Garczewski

      Stety-niestety dużo taniej jest utrzymać urzędnika niż żołnierza.

      A co do szans: ja tam wolę mieć nadzieję i działać, nawet bardzo powoli, w tym kierunku.

  • http://www.facebook.com/TheAceOfGames Michał Rudziński

    Otóż, zdarzyło mi się pracować przy poborach. I niestety smutna prawda jest taka, że wojsko unika niepełnosprawnych jak ognia. Dlaczego? Paradoksalnie wpływ na to mają również dzisiejsze czasy. Zdarzały się przypadki, gdy ktoś zataił, lub nie wykryto mu choroby która sprawia że ktoś jest „całkowicie niezdolny do służby w trakcie wojny i pokoju”. Dlaczego? Otóż wojsko — za szkody odniesione w wyniku szkoleń pełnienia służby i tak dalej. jest pozywane i musi wypłacać nierzadko horrendalne odszkodowania. Najgorsza jest sytuacja, kiedy wada ujawnia się w trakcie służby :( Poza tym — zawsze można być cywilnym pracownikiem wojskowym. To jest wydaje mi się najbliższe temu o czym piszesz. To są ludzie, którzy pracują dla wojska — a nie są żołnierzami (nie mają ćwiczeń etc) — więc jest i szansa dla ludzi z kategorią „E”

    • Łukasz Garczewski

      Ech, no tak, jak zwykle nie wziąłem pod uwagę cwaniactwa ludzi i chęci wyłudzenia publicznych pieniędzy. Głupi ja, dzięki za zwrócenie na to uwagi. Z tym że nie nawołuje wcale do braku sprawdzianów i testów fizycznych – jedynie do zmiany wymagań.

      Poza tym istnieje zasadnicza różnica pomiędzy „pracą dla” a „służbą w” – tutaj skupiłem się na tym drugim.

  • Gerard

    Nie wiem jakie są definicje poszczególnych kategorii przydatności do służby, może warto się temu przyjrzeć. Może kwestia tego, że Tobie została przyznana akurat E, ale może w innej komisji byś dostał inną kategorię (poza A, D i E nie znam innych akurat, i nie wiem co znaczą za bardzo).

    Co do etatów, to niestety jest przerost niebojowych nad bojowymi. Jest ogromny niedosyt na inżynierów i informatyków, ale uwaga, nie tylko takich „biurkowych” — chłopaki siedzą nie w Polsce a na misji, często wyjeżdzają też na patrole bojowe (bo są lepiej płatne, i kończy się tak, że zdolny informatyk obsługuje radiostację).

  • http://rozie.blox.pl/ rozie

    Wygląda, że moglibyśmy się zamienić na kategorie. Wojska unikam do tego stopnia, że nawet nie chce mi się iść na komisję w celu zmiany na D/E (przekonania, albo raczej ograniczenia technologiczne wojska — AFAIK w przeciwieństwie do więzień nie uwzględniają opcji wegetariańskiej).

    • Łukasz Garczewski

      Hm. Nie wiem, tematem wegetarianizmu w wojsku nigdy się nie interesowałem. Ale jeśli jesteś ciekaw, to możesz zapytać MON w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej.

  • http://rozie.blox.pl/ rozie

    Jak wspomniałem unikam. ;-) Zresztą, na zawodowego i tak za stary jestem, a inaczej nie ma moim zdaniem sensu.